Góry

Trekking w himalajach, Ladakh cz.2:
Czang party.

czang partyWyobraźcie sobie, Ladakh, malutka wioska w himalajskiej dolinie. Ciemno, światło do wyboru: gwiazdy albo świeczka, niesamowita cisza. A do tego kubek z lokalnym trunkiem -czangiem.

Jak smakuje czang?

No cóż, tutaj zdania są podzielone i to bardzo. Niektórzy twierdzili, że to syf i najbliżej mu do wody z ogórków, inni spróbowali, pomruczeli, pokiwali głową, że owszem ciekawe, ale nie dla nich. Znaleźli się też tacy, w tym niżej podpisany, którym napój przypadł do gustu i to bardzo!

Ale, co to jest ten czang?

Czang (pisane też: Chhaang, Chang), to po prostu lokalne piwo, nazywane też „nektarem bogów” (szczerze: delikatna przesada 😉 ). Lokalne w rozumieniu bardziej kulturowym niż geograficznym. Ladakh, nazywany jest często „małym Tybetem”, oczywiste jest, więc czyim dziedzictwem jest chang. Robią je z prosa, ach nie wyobrażajcie sobie browaru ze lśniącymi miedzią rurami. To wyrób czysto chałupniczy!

Po co się go pije?

Głównie dla przyjemności, tak jak u nas zwykłe piwo w Ladakhu czang pełni funkcje towarzyskie. W zależności od pory roku pite jest w temperaturze pokojowej bądź podgrzane. Podobno służy na przeziębienie i gorączkę. Koniecznie należy wspomnieć, że czang ma jeszcze jedną grupę miłośników, mianowicie Yeti. Podobno napadają zimą na odizolowane górskie wioski i wypijają biednym ludziom cały zapas 😉

Prawdziwy Ladakh, autentyczna kultura.

Czang piłem w wiosce, no właśnie… Wioska nazwę miała, jestem pewien, ale jaką nie wiem. Najdokładniejsze dostępne mapy też nie wnoszą nic w tej kwestii. Nocowaliśmy w normalnym dużym, ladakhijskim domu, który przypominał trochę zamek. Mieszkały w nim trzy rodziny. Budynek miał nawet na najwyższym piętrze własną gompe (w dużym uproszczeniu, w tym wypadku: buddyjski odpowiednik kaplicy). Wspaniała okazja, żeby obcować z prawdziwym życiem Ladakhu. Mogliśmy poznać autentycznych mieszkańców tego regionu i jego kulturę. Zdecydowanie dobre miejsce (i sposób) na nocleg!

Zobacz jeszcze:

  • siledhel 15 października 2009 w 16:51

    Eh tez bym się napił czegoś takiego 🙂 a tak swoją droga to bezpieczne takie picie lokalnych trunków? chodzi mi głównie o ewentualne późniejsze przykre następstwa biegunkowe ;P

  • Tomek 16 października 2009 w 22:41

    Mnie (ani nikomu innemu) nic się nie działo. Byliśmy wysoko w górach, więc woda (bo w większości przypadków o wodę właśnie się rozchodzi) była czyściutka.