Góry

Trekking w himalajach, Ladakh cz.3:
Skrót do Zingczan.

skrót

Już poprzedniego dnia zwróciliśmy uwagę na szarą nitkę, stromo pnącą się po zboczu pobliskiej góry. Teraz, w porannym świetle jej przebieg widać było dużo lepiej. Dalej miałem wątpliwości (jak się miało okazać później nie bez podstawne) czy w kilku miejscach przejście rzeczywiście istnieje.

Ścieżka dla lokalnych


Szybkie konsultacje na migi z gospodarzem, Anuar (nasz przewodnik) tłumaczy. Okazało się, że to mało bezpieczny skrót używany tylko przez niektórych mieszkańców, większej zachęty nie potrzeba ;). Idziemy we dwójkę, reszta wybrała marsz dołem po zwykłej drodze. Zaczyna się łagodnie, przechodzimy przez małe poletka, w cieniu drzew szemrze strumyk, przeskok przez kamienne ogrodzenie, trochę na przełaj i osiągamy ścieżkę.

P7112655

Wioska w całej okazałości.

Najpierw łagodnie, ścieżka wznosi się w górę zbocza. Marsz nie nastręcza trudności, szerokość akurat na jednego człowieka. W połowie zbocza, przerwa na zdjęcia. Uwierzcie, jest, co fotografować! Wioska bez nazwy przyczepiona do skał, wygląda jak mały zamek. Na około cisza i spokój. Widać jak reszta grupy zbiera się do wymarszu.

Gdzie ta ścieżka?

Wchodzimy coraz wyżej, wiatr się wzmaga. Ścieżka coraz węższa, aż w końcu niknie przysypana żwirem i okruchami skał. Idziemy wolno do przodu, ja prawie, na czworaka. Nagle, na szarym żwirze pojawia się jakby plama, cały fragment zbocza zaczyna jechać, w dół. Zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństwa, kilka metrów niżej jest ponad stu metrowa przepaść. W dwóch skokach jesteśmy na twardej skale, tak ostrej, że bez trudu kaleczy skórę. Kupa adrenaliny i niesamowity strach, mobilizujący do wysiłku. Najtrudniejsze za nami, zaraz potem ku mojej uldze ścieżka pojawia się ponownie. Nie oznacza to odprężenia, trzeba uważać na każdy krok. Wystarcz niewiele, żeby za chwilę nieuwagi zapłacić poważnymi złamaniami. Zbocze jest cholernie strome. Idąc ostrożnie osiągamy, wreszcie szczyt.

Co za widoki!

Widok jest niesamowity, bez dwóch zdań jeden z najpiękniejszych, jakie oglądałem. Z wrażenia, zapiera mi dech w piersiach. Wierzchołek, jest duży i płaski. Ktoś z lokalnych zbudował, na nim, z kamieni, skromną buddyjską kapliczkę. Podziwiamy majestat Ladakhu w całej swojej okazałości. Jeszcze kilka zdjęć i zaczynamy schodzić.

Droga, w dół.

Ścieżki na początku nie ma, widać ją jednak w oddali. Docieramy tam stromym zboczem, wolno schodząc, a raczej zsuwając się. Zejście jest łatwiejsze, co nie znaczy, że bezpieczne! Dalej idziemy nad przepaścią. Jesteśmy coraz niżej, dobrze widać drogę, malutkie plamki w dole to reszta naszej grupy. Schodzimy dalej, około pół godziny, ostatni wysiłek, zeskok i jesteśmy na drodze do pobliskiej wioski: Zingchan. Czy to było bezpieczne? Zdecydowanie nie, ale żałowałbym do końca życia, gdybym sobie odpuścił. Dla tych, widoków było warto!

Zobacz jeszcze:

  • Marysia 20 września 2009 w 22:38

    No wreszcie się doczekałam 🙂 Mam nadzieję, że to nie koniec przygód na trekkingu?

    PS: Ktoś zapomniał o tagach i kategorii ;).

  • Tomek 22 września 2009 w 0:45

    Oj rzeczywiście 🙂 już taguje. Dzięki za przypomnienie.

    Nie to nie koniec, wkrótce będzie reszta 😀

  • kinga 28 grudnia 2009 w 21:25

    jak tam musi byc pieknie… następnym razem jadę z wami:)

  • vin 26 lutego 2010 w 14:59

    Przepiękne okolice, znam niestety z fotek tylko… Ale kolega przebywał tam z tydzień i trochę wydeptał ściezek. Oto jego relacja http://www.toposfera.pl/11,73,Leh__Ladakh_dawna_stolica_Ladakhu_i_okolice_Turystyka_gorska_i_piesza_19102008.html#id77