0

Na dachu przez Himalaje.

Zastanawialiście się kiedyś jak się jeździ na dachu autobusu?

Po długich pertraktacjach…

Słyszeliście pewno, że w Indiach brak miejsca w autobusie nikomu nie przeszkadza. Zawsze można szukać szczęścia na jego dachu. Stwierdziłem, że warto tego spróbować! Brak zapchanego autobusu trochę przeszkadzał w realizacji planów. Od biedy musiał wystarczyć busik. Kierowca za nic nie chciał się zgodzić. Wcale mu się nie dziwiłem, bo jak biedak miałby się wytłumaczyć w razie kontroli, że przewozi pasażerów na dachu gdy w środku pełno wolnego miejsca?  Eh… kaprysy turystów. Po dziesiątym „roof possible?” w końcu się złamał.

Doskonały widok na Ladakhijską drogę o szczątkowej zawartości asfaltu.

Doskonały widok na Ladakhijską drogę o szczątkowej zawartości asfaltu.

Białasy na dachu noga z gazu.

Trzeba przyznać, że nasz kierowca przejął się dodatkowymi obowiązkami. Teraz oprócz zwykłej jazdy musiał uważać, żebyśmy mu nie pospadali. Na szczęście jedyne co spadło to prędkość, wzrósł za to komfort podróży. Nie dane było nam z niego skorzystać bo na dachu nikt go nie widział. Indyjski mistrz kierownicy w odmianie Ladakhijskiej zręcznie omijał każdą dziurę, a że stanowiły one 90 procent nawierzchni, więc miał trochę roboty. Zapomniałem dodać, że do jego obowiązków należało jeszcze wymijanie innych aut skrajem przepaści – pestka!

Mijamy się z panem z naprzeciwka. Jak widać miejsca jest niewiele. Po naszej lewej była przepaść - wyjechaliśmy jak najdalej się dało.

Mijamy się z panem z naprzeciwka. Jak widać miejsca jest niewiele. Po naszej lewej była przepaść - wyjechaliśmy jak najdalej się dało.

Byle nie spotkać wojska.

Nasz hinduski przyjaciel siedzący za sterami bardziej od tego, że spadniemy obawiał się wojska. Nie to, żeby zaczęli strzelać, ale nie daj boże mogli skontrolować. Kontrole mają nie po drodze z przyzwoitym czasem przejazdu – to było nasze zdanie. Okazało się, że zdanie zbrojnego ramienia indyjskiego państwa niczym się nie różniło. Przekonaliśmy się o tym jadąc  przez kilkadziesiąt minut w obstawie indyjskich autobusów wypełnionych po brzegi żołnierzami. Mili panowie w mundurach nie tylko nie mieli nam za złe jazdy na dachu (całkowicie mijającej się z przepisami), ale nawet wesoło nas pozdrawiali.

Wrak ciężarówki na dnie przepaści - niektórym przy mijaniu szczęście nie dopisało.

Rdzewiejący wrak ciężarówki na dnie przepaści - niektórym przy mijaniu brakło szczęścia.

Jak się jeździ na dachu?

Najprostsza odpowiedź to: w tumanach kurzu! Asfalt na drogach Ladakh-u to gatunek zagrożony wymarciem. Nic dziwnego, że cali byliśmy przykryci równiuteńką warstwą pyłu. Dach jest doskonały do robienia zdjęć. Wszystko pięknie widać! Jest jednak jeden drobny szkopuł. Aparat trzeba obsługiwać jedną ręką. Naturalnie dozwolona jest pomoc nogami i w sumie wszystkimi częściami ciała nie będącymi aktualnie w użyciu do utrzymania resztek równowagi.

Z dachu lepiej widać piękne krajobrazy Ladakhu.

Z dachu lepiej widać piękne krajobrazy Ladakhu.

Na dachu wytrzęsło nas za wszystkie czasy, ale to nic. Zleźliśmy cali umorusani i uśmiechnięci od ucha do ucha. Zdecydowanie było warto!

Znajdujące się w: Świat Tagi: , , , ,
Dziękujemy za wnikliwe przeczytanie wpisu! Jeśli chcesz mieć dostęp do dodatkowych treści, ciekawych zdjęć i konkursów polub nas na facebook'u. Kliknij "lubię to":

Related Posts

Skomentuj!

Submit Comment

© 2017 Wycieczki, podróże, outdoor – blog podróżniczy.. Wszystkie prawa zastrzeżone. XHTML / CSS Valid.
Zaprojektowane za ciężkie pieniądze przez Theme Junkie.