3

Stare Sioło Wetlina – warto wpaść czy nie do końca?

Szukasz w Bieszczadach miejsca, gdzie dobrze dają jeść? Powinieneś zerknąć do Starego Sioła w Wetlinie, może być bardzo ciekawie!

Recenzję zacznę troszkę na opak. Wypadałoby przecież najpierw napisać o jedzeniu, mimo to…

Wystrój.

Restauracja mieści się w dwóch Łemkowskich (albo Bojkowskich – poprawcie mnie jak wiecie) chatach, jedna liczy ponad 100 lat. Właściciele zadbali o łagodną adaptację. Na ścianach brak pretensjonalnych ozdób, postawiono na prostotę i autentyzm. To wszystko procentuje w klimacie miejsca – bardzo dobrze się tam czułem. Zresztą nie tylko ja, znajomi byli podobnego zdania.

W porównaniu do reszty jadłodajni w Wetlinie i większości w Bieszczadach: NOKAUT! Wielkie brawa, że komuś się chciało i nie poszedł na łatwiznę.

Wetlińskie Stare Sioło w pełnej okazałości.

Wetlińskie Stare Sioło.

Jedzenie.

Jedzenie z rusztu jest wyborne!  Usytuowany na środku jednej z chat jest dobrym posunięciem, z jednej strony możemy obserwować przygotowanie potraw, z drugiej daje sporo ciepła – idealnie na chłodne bieszczadzkie wieczory. Z rusztu jedliśmy sporo potraw – każda była bardzo dobra! Na specjalną uwagę zasługuje na pewno golonka – ponad godzina czekania, ale była watra każdej minuty. Moja dziewczyna zajadała się jagnięciną – jak stwierdziła – całkiem niezłą. Żałuję, że nie spróbowaliśmy kaczki (akurat nie było). Do mięs zamawialiśmy przeważnie ziemniaki opiekane na ruszcie – doskonale się z nimi komponowały. Surówki pierwsza klasa. Naturalnie wszystkie są przygotowywane na miejscu (polecam taką z porem – podbiła moje serce ;)).

Jak widzicie jesteśmy mięsożerni, jeśli ktoś szuka koniecznie innych smaków to na sąsiednim stoliku widziałem jakieś spaghetti – wyglądało bardzo apetycznie.

Ruszt działa tylko w sezonie i jest rozpalany po południu. Poza sezonem – z tego co się orientuję -niestety nie zjemy przyrządzanych na nich dań.

Są jeszcze zestawy śniadaniowe, ale słyszałem o nich różne opinie. Jedni chwalili, inni odradzali – pewno dużo zależy od tego, który wybierzemy. Sam nie próbowałem, więc się nie wypowiadam.

Mój szaszłyk - to była pierwsza wizyta. Później bardziej szalałem ;)

Mój szaszłyk - to była pierwsza wizyta. Później bardziej szalałem ;)

Piwa i wina.

Jest to kolejna rzecz decydująca o wyjątkowości tego miejsca. Dostępne są piwa pochodzące z małych browarów (polecam skosztować Lubuskie Jasne, warto!). Od tego roku (2011) funkcjonuje piwniczka winna. Bogatej karty win niestety nie dane mi było poznać – taka dola kierowcy. Jednak opinie, które słyszałem i czytałem jasno wskazują, że Stare Sioło to przystanek obowiązkowy na trasie każdego winiarza!

Obsługa.

Tutaj niestety jest parę rzeczy do poprawienia. Nasze odczucia będą w dużej mierze zależały od tego, kto zajmie się naszym stolikiem. Przeważnie trafimy dobrze, ale niestety nie jest to regułą. Dla jednej z kelnerek praca w Starym Siole to chyba kara za grzechy. Był to chyba jedyny zgrzyt, jeśli chodzi o obsługę. Poza nim nie było na co narzekać. Wszystko szło sprawnie i miło. Niektórzy mogą narzekać na czas upływający od złożenia zamówienia do podania potraw. Jest to jednak nie uniknione, jeżeli chcemy cieszyć się odpowiednią jakością jedzenia przy lokalu wypełnionym po brzegi. Na wspomnianą golonkę z rusztu czekaliśmy ponad godzinę i zostaliśmy o tym poinformowani przy składaniu zamówienia. Doskonale czujemy się we własnym gronie więc nawet nie poczuliśmy upływającego czasu. Jak pisałem warto było czekać.

Ceny.

Ceny są w moim odczuciu w porządku. Za bardzo porządny obiad dla dwóch osób, z napojami i przystawkami (polecam proziaka ze śmietaną) przyjdzie nam zapłacić około 80 zł.

Jazz w Starym Siole.

Dodatkową atrakcją są odbywające się w sezonie koncerty jazzowe.  Dla miłośników tego gatunku wypad do Starego Sioła jest wtedy obowiązkiem! 😉 Ze względu na sporą liczbę widzów warto rezerwować wcześniej stoliki (poza tym można wybrać miejsca stojące). Koncerty są od niedawna płatne.

Podsumowanie.

W sezonie być w Bieszczadach i nie być w Starym Siole to wielka strata! Brawa za klimat i nie poddawanie się komercji! Słowa uznania za koncerty, piwa i piwniczkę z winami. Żółta kartka dla naburmuszonej kelnerki. W skrócie: polecam, bo warto!

Tak! Tym razem to była recenzja.

Co bardziej wnikliwi czytelnicy bloga zwrócili może uwagę, że pisząc o książkach w cyklu „wtorek z książką podróżniczą” wystrzegam się słowa „recenzja”. Uważam po prostu, że nie wypada osobie z tak mocno niedoskonałym warsztatem literackim recenzować czyjeś słowa. Przy restauracjach jak widzicie sprawa ma się zupełnie inaczej :). Bardzo się krygowałem – w przeciwnym razie wpis byłby dwa razy dłuższy! Jak widzicie lubię dobrze zjeść ;).

Znajdujące się w: Góry, Książki i inne Tagi: , , ,
Dziękujemy za wnikliwe przeczytanie wpisu! Jeśli chcesz mieć dostęp do dodatkowych treści, ciekawych zdjęć i konkursów polub nas na facebook'u. Kliknij "lubię to":

Related Posts

3 Odpowiedzi to "Stare Sioło Wetlina – warto wpaść czy nie do końca?"

  1. Ewa pisze:

    Naleśniki! Nie zapominajmy o naleśnikach! Wielkich, z jagodami. Mistrzostwo!!! :)

    Ale co do wina, to polecam parę kroków dalej Bazę Ludzi z Mgły i tamtejsze wino wiśniowe lub też – dla wielbicieli mocniejszych wrażeń – drinka robionego z tegoż wina o wdzięcznej nazwie „mózgojeb”. Działa tak, jak się nazywa…

  2. Tomek pisze:

    @Ewa

    W Starym Siole rozchodziły się z nad rusztu takie fantastyczne zapachy pieczonego mięsiwa, że o naleśnikach nie myślałem 😉 Skoro polecasz to trzeba spróbować!

    Przypomniało mi się, że ze 2-3 lata temu jadłem tam całkiem fajne pierogi z jagodami, ze śmietaną :).

  3. Ania A. pisze:

    Jadłam tam i też polecam :) W sezonie może być problem z miejscami – szczególnie jak nie ma pogody i nie da się siedzieć na zewnątrz.

© 2018 Wycieczki, podróże, outdoor – blog podróżniczy.. Wszystkie prawa zastrzeżone. XHTML / CSS Valid.
Zaprojektowane za ciężkie pieniądze przez Theme Junkie.